|
|
|
Wielkie Sprzątanie Dunajca
|
10 lipca grupka fanatyków zwana wędkarzami, zebrała się nad Dunajcem,
by posprzątać to jakże malownicze aczkolwiek zaśmiecone miejsce.
Zbiórka umówiona była na godzinę 10:00, lecz już godzinę wcześniej
miejsce spotkania
było przygotowane-namiot rozstawiony, beczka piwa chłodziła się w
rzece Ochotnickiej,
pogoda wspaniała.
|

>>>> |

>>>> |
|
|
Jako pierwszy zjawił się majestatyczny ford okręgu Nowy Sącz;-)
a później to już samo poleciało- kolejne samochody zajeżdżały na
placyk.
Jak to na spotkaniach wędkarzy bywa każdy miał każdemu coś do
powiedzenia,
śmiechy, rozmowy o rybach, o muchach-jednym słowem standard.
Nadszedł czas na ułożenie planu sprzątania. Niezwykle pomocna okazała
się zabytkowa
mapa Dunajca z „Pucharu Romaniszyna” z roku 1993 dostarczona przez p.
Obrzuta.
Według wcześniejszych ustaleń jako cel sprzątania wybrany został
odcinek Dunajca
na długości Tylmanowej, wioski znanej każdemu wędkarzowi muchowemu.
Z uwagi na ilość chętnych do sprzątania(25 osób w tym 3 kobiety)
podzieliliśmy się
na grupki 3-4 osobowe, które ogołacały brzegi i wody Dunajca z
dziesiątek kilogramów
śmieci, jakie pozostawili wędkarze, ale i tzw. „miejscowi” i
przyjezdni.
Musze zaznaczyć także, iż sprzątanie polegało na zbieraniu śmieci z
nadbrzeży,
ale i wyciągane były miedzy innymi rowery, a raczej ich resztki spod
powierzchni
Dunajca i tu ukłon w stronę nurków z „Nowosądeckiego klubu
płetwonurków”,
którzy to w liczbie 6 par płetw zasilili naszą grupkę zbieraczy… złomu,
plastyków
przeróżnych, szkła i wielu, wielu innych rzeczy, jakie tylko przyszło
człowiekowi
na myśl wrzucić do rzeki.
|

>>>> |

>>>> |
|
|
Mianem największej zdobyczy nazwano dywan o wymiarach 4x6m, którym to
ktoś
starał się upiększyć dno Dunajca. Wyciągniecie tegoż nie codziennego
znaleziska,
nie było rzeczą łatwą. Wykładzina była bardzo stara, namoczona i
oblepiona glonami,
co stanowiło o jej ogromnej masie. No, ale wysiłkiem pięciu z nas (znalazcy-
Waldek
Wolski i Darek Chlebek, którzy przemierzali Dunajec w spodnio-butach,
+ 3 młodszych
kolegów) udało się wyciągnąć mega-śmiecia na pobocze drogi. Natomiast,
co stwierdzono na podstawie późniejszej wymiany uwag, najwięcej
zebrano…
pampersów (i to wcale nie nieużywanych), zniczy, i puszek po piwie.
Całość dopełniały
4 opony, jedna z felgą i pordzewiała pralka. Znaleziono także stalowy
pręt z plastykowa
rękojeścią, który mógł służyć jako część zestawu do połowu prądem.
A teraz coś o samym sposobie zbierania śmieci.
Otóż używaliśmy do tego niewielkich worków(to ze względu na wygodę
zbierania).
Worki już wypełnione śmieciami, wystawialiśmy na poboczach drogi i
przy zjazdach
do Dunajca, po czym samochód Okręgu, wraz z kilkoma kolegami jeździł,
zbierając je stamtąd i zworząc do bazy gdzie były przepakowywane w
worki,
w których to dopiero mogły pojechać na śmietnisko.
Samo sprzątanie trwało około czterech godzin. Po czym wszyscy
zasiedliśmy, w namiocie,
do wcześniej przygotowanych stołów. Jedni koledzy przygotowywali się
do posiłku inni
z pełną troską dbali o to by beczka z piwem „nie zardzewiała od
zawartości” i napełniali
kufle złotym trunkiem. A gdy na stoły wkroczył bigos(przygotowany
przez Halinę Osman),
zapadła cisza! Każdy zaaferowany był jedzeniem i robił to bez słowa,
dało się słyszeć jedynie mlaskania i dźwięki zachwytu. I tak sobie
siedzieliśmy
i biesiadowaliśmy przez ładne kilka godzin, w atmosferze życzliwości,
przyjaźni i humoru.
I trwało by to o wiele dłużej gdyby nie deszcz, który zmobilizował nas
do dokończenia
przepakowywania śmieci. Po czym Władysław Osman, wraz z kilkoma
kolegami odwiózł
przyczepą, wory na śmietnisko.
Pragnę serdecznie podziękować wszystkim, którzy wzięli udział w sposób
bezpośredni
ale i pośredni w „Wielkim sprzątaniu Dunajca” 10 lipca 2004. Dziękuję
grupie nurków
z „Nowosądeckiego klubu płetwonurków”, ale i p. Przemysławowi
Lisowskiemu
za ufundowanie beczki piwa; p. Grzegorzowi Rutkowskiemu z Białegostoku,
za zaopatrzenie nas we wszelkiego rodzaju opakowania (tacki.miski,
kubki, worki,
sztućce); p. sołtysowi Tylmanowej-Janowi Ligasowi (kiełbaski, pieczywo,
napoje);
p. Romanowi Cyfrze (rękawiczki gumowe); p. Zbigniewowi Zboźniowi (wypożyczenie
namiotu); okręgowi a bezpośrednio p. Janowi Obrzutowi ( samochód,
którym przywiózl
wędkarzy z Nowego i Starego Sącza i zbierający śmieci).
I tak zakończyło się pierwsze i z tego co wiem nie ostatnie „Sprzątanie
Dunajca”.
Doskonale zdaje sobie sprawę, że nie wyzbieraliśmy wszystkich śmieci
bo nie do
wszystkich udało się nam dotrzeć (strome nadbrzeża, ogromne „krzaczory”
etc.).
Wiem także że samo wysprzątanie Dunajca to utopia, bo przejeżdżając
wieczorem
przez Tylmanową widziałem, nowiuteńkie sterty śmieci!!!
|

>>>> |

>>>> |
|
|
Nasza akcja miała na celu pokazanie problemu jakim są śmieci a może
nawet nie tyle śmieci co brak kultury ludzi, którzy rzekę postrzegają
jako płynące śmietnisko, do którego można wrzucić każdą zbędną rzecz
bo przecież „rzeka pochłonie wszystko”. Drugą sprawą która nie daje mi
spokoju jest to że na liczbę 400 ulotek, postów, ogłoszeń, które
rozprowadziliśmy wraz z kolegami, wśród wędkarzy i sklepów
wędkarskich(i nie tylko), odpowiedziało jedynie 25 osób- ludzi, którym
zależało i poświecili odrobinę swojego cennego czasu na gest jakim
było pozbieranie tego co pozostawiono nad ich ukochanym Dunajcem.
Dzisiejsze czasy wprawiają nas w ogromne zabieganie, przez co
zapominamy o rzeczach istotnych i ważnych. Lecz jak to się dzieje że
na zawody potrafi zjechać 70 chłopa a na akcje, z której fakt że nie
ma żadnego namacalnego zysku, przyjeżdża 25 osób. Absolutnie nie chce
się bawić w kaznodzieje, bo nie mam do tego prawa i dla wielu kolegów
jestem tylko „szczeniakiem, który się wymądrza”(mam 20lat) i wiem że
tym artykułem i tak narażę się nie jednemu. Chodzi mi jedynie o
dostrzeżenie zjawiska jakim jest, brak konsekwencji we własnych
wypowiedziach i działaniach. Wszędzie słychać głosy jak to jest źle-
zdenerwowało mnie to, wiec postanowiłem coś zrobić- wybrałem pomysł
sprzątania Dunajca i wprowadziłem go w życie, dzięki życzliwości
wspaniałych ludzi. Rzeczą wiadomą jest, że nie możemy robić
wszystkiego, ale to co nie jest znowu aż tak ciężkie i trudne leży w
naszej gestii i musimy o tym pamiętać.
Pozdrawiam wszystkich tych, który podzielają moje spostrzeżenia. Wiem
że z pewnością nie będą to komentarze w 100% pozytywne, lecz przyjmę
każdą konstruktywną krytykę (jeśli będzie ona rzeczowa i konkretna).
Wodom cześć!
Autor: Marcin Osman
|
|
(wszystkie zdjęcia Autor) |
| |
|
Archiwum |
| |
| |
|
|


|