Nowy Sącz
Okręg
Polskiego Związku Wędkarskiego
ul. Inwalidów Wojennych 14
33-300 Nowy Sącz

Home - Zarząd Okręgu - Aktualności - Archiwum - Wykaz wód - Sprzedaż licencj - Linki

DKW Łopuszna
     
MENU
 Strona główna
 Aktualności
 Uchwały
 
Zarybienia
 Wykaz wód
 Składki i opłaty
 Sprzedaż licencji
 Ochrona wód
 Ważne telefony
 
SPORT
 Terminarz
 Wyniki
 
INNE
 Archiwum
 Galeria
 Linki
 
DKW Łopuszna
 Aktualności
 Historia
 Odbudowa
 Przeznaczenie
 Uchwała
 Galeria
 
GRW
 Okręg
 Ośrodki
 Rada Naukowa
 
BIURO
 Zarząd Okręgu
 Wykaz Kół
 Porozumienia
 
 
 
 
 
 
 
 


Wielkie Sprzątanie Dunajca
 
10 lipca grupka fanatyków zwana wędkarzami, zebrała się nad Dunajcem,
by posprzątać to jakże malownicze aczkolwiek zaśmiecone miejsce.
Zbiórka umówiona była na godzinę 10:00, lecz już godzinę wcześniej miejsce spotkania
było przygotowane-namiot rozstawiony, beczka piwa chłodziła się w rzece Ochotnickiej,
pogoda wspaniała.
 

>>>>

>>>>
 
Jako pierwszy zjawił się majestatyczny ford okręgu Nowy Sącz;-)
a później to już samo poleciało- kolejne samochody zajeżdżały na placyk.

Jak to na spotkaniach wędkarzy bywa każdy miał każdemu coś do powiedzenia,
śmiechy, rozmowy o rybach, o muchach-jednym słowem standard.
Nadszedł czas na ułożenie planu sprzątania. Niezwykle pomocna okazała się zabytkowa
mapa Dunajca z „Pucharu Romaniszyna” z roku 1993 dostarczona przez p. Obrzuta.

Według wcześniejszych ustaleń jako cel sprzątania wybrany został odcinek Dunajca
na długości Tylmanowej, wioski znanej każdemu wędkarzowi muchowemu.
Z uwagi na ilość chętnych do sprzątania(25 osób w tym 3 kobiety) podzieliliśmy się
na grupki 3-4 osobowe, które ogołacały brzegi i wody Dunajca z dziesiątek kilogramów
śmieci, jakie pozostawili wędkarze, ale i tzw. „miejscowi” i przyjezdni.
Musze zaznaczyć także, iż sprzątanie polegało na zbieraniu śmieci z nadbrzeży,
ale i wyciągane były miedzy innymi rowery, a raczej ich resztki spod powierzchni
Dunajca i tu ukłon w stronę nurków z „Nowosądeckiego klubu płetwonurków”,
którzy to w liczbie 6 par płetw zasilili naszą grupkę zbieraczy… złomu, plastyków
przeróżnych, szkła i wielu, wielu innych rzeczy, jakie tylko przyszło człowiekowi
na myśl wrzucić do rzeki.
 

>>>>

>>>>
 
Mianem największej zdobyczy nazwano dywan o wymiarach 4x6m, którym to ktoś
starał się upiększyć dno Dunajca. Wyciągniecie tegoż nie codziennego znaleziska,
nie było rzeczą łatwą. Wykładzina była bardzo stara, namoczona i oblepiona glonami,
co stanowiło o jej ogromnej masie. No, ale wysiłkiem pięciu z nas (znalazcy- Waldek
Wolski i Darek Chlebek, którzy przemierzali Dunajec w spodnio-butach, + 3 młodszych
kolegów) udało się wyciągnąć mega-śmiecia na pobocze drogi. Natomiast,
co stwierdzono na podstawie późniejszej wymiany uwag, najwięcej zebrano…
pampersów (i to wcale nie nieużywanych), zniczy, i puszek po piwie. Całość dopełniały
4 opony, jedna z felgą i pordzewiała pralka. Znaleziono także stalowy pręt z plastykowa
rękojeścią, który mógł służyć jako część zestawu do połowu prądem.

A teraz coś o samym sposobie zbierania śmieci.
Otóż używaliśmy do tego niewielkich worków(to ze względu na wygodę zbierania).
Worki już wypełnione śmieciami, wystawialiśmy na poboczach drogi i przy zjazdach
do Dunajca, po czym samochód Okręgu, wraz z kilkoma kolegami jeździł,
zbierając je stamtąd i zworząc do bazy gdzie były przepakowywane w worki,
w których to dopiero mogły pojechać na śmietnisko.
Samo sprzątanie trwało około czterech godzin. Po czym wszyscy zasiedliśmy, w namiocie,
do wcześniej przygotowanych stołów. Jedni koledzy przygotowywali się do posiłku inni
z pełną troską dbali o to by beczka z piwem „nie zardzewiała od zawartości” i napełniali
kufle złotym trunkiem. A gdy na stoły wkroczył bigos(przygotowany przez Halinę Osman),
zapadła cisza! Każdy zaaferowany był jedzeniem i robił to bez słowa,
dało się słyszeć jedynie mlaskania i dźwięki zachwytu. I tak sobie siedzieliśmy
i biesiadowaliśmy przez ładne kilka godzin, w atmosferze życzliwości, przyjaźni i humoru.
I trwało by to o wiele dłużej gdyby nie deszcz, który zmobilizował nas do dokończenia
przepakowywania śmieci. Po czym Władysław Osman, wraz z kilkoma kolegami odwiózł
przyczepą, wory na śmietnisko.

Pragnę serdecznie podziękować wszystkim, którzy wzięli udział w sposób bezpośredni
ale i pośredni w „Wielkim sprzątaniu Dunajca” 10 lipca 2004. Dziękuję grupie nurków
z „Nowosądeckiego klubu płetwonurków”, ale i p. Przemysławowi Lisowskiemu
za ufundowanie beczki piwa; p. Grzegorzowi Rutkowskiemu z Białegostoku,
za zaopatrzenie nas we wszelkiego rodzaju opakowania (tacki.miski, kubki, worki,
sztućce); p. sołtysowi Tylmanowej-Janowi Ligasowi (kiełbaski, pieczywo, napoje);
p. Romanowi Cyfrze (rękawiczki gumowe); p. Zbigniewowi Zboźniowi (wypożyczenie
namiotu); okręgowi a bezpośrednio p. Janowi Obrzutowi ( samochód, którym przywiózl
wędkarzy z Nowego i Starego Sącza i zbierający śmieci).
 
I tak zakończyło się pierwsze i z tego co wiem nie ostatnie „Sprzątanie Dunajca”.
Doskonale zdaje sobie sprawę, że nie wyzbieraliśmy wszystkich śmieci bo nie do
wszystkich udało się nam dotrzeć (strome nadbrzeża, ogromne „krzaczory” etc.).
Wiem także że samo wysprzątanie Dunajca to utopia, bo przejeżdżając wieczorem
przez Tylmanową widziałem, nowiuteńkie sterty śmieci!!!
 

>>>>

>>>>
 
Nasza akcja miała na celu pokazanie problemu jakim są śmieci a może nawet nie tyle śmieci co brak kultury ludzi, którzy rzekę postrzegają jako płynące śmietnisko, do którego można wrzucić każdą zbędną rzecz bo przecież „rzeka pochłonie wszystko”. Drugą sprawą która nie daje mi spokoju jest to że na liczbę 400 ulotek, postów, ogłoszeń, które rozprowadziliśmy wraz z kolegami, wśród wędkarzy i sklepów wędkarskich(i nie tylko), odpowiedziało jedynie 25 osób- ludzi, którym zależało i poświecili odrobinę swojego cennego czasu na gest jakim było pozbieranie tego co pozostawiono nad ich ukochanym Dunajcem.
Dzisiejsze czasy wprawiają nas w ogromne zabieganie, przez co zapominamy o rzeczach istotnych i ważnych. Lecz jak to się dzieje że na zawody potrafi zjechać 70 chłopa a na akcje, z której fakt że nie ma żadnego namacalnego zysku, przyjeżdża 25 osób. Absolutnie nie chce się bawić w kaznodzieje, bo nie mam do tego prawa i dla wielu kolegów jestem tylko „szczeniakiem, który się wymądrza”(mam 20lat) i wiem że tym artykułem i tak narażę się nie jednemu. Chodzi mi jedynie o dostrzeżenie zjawiska jakim jest, brak konsekwencji we własnych wypowiedziach i działaniach. Wszędzie słychać głosy jak to jest źle- zdenerwowało mnie to, wiec postanowiłem coś zrobić- wybrałem pomysł sprzątania Dunajca i wprowadziłem go w życie, dzięki życzliwości wspaniałych ludzi. Rzeczą wiadomą jest, że nie możemy robić wszystkiego, ale to co nie jest znowu aż tak ciężkie i trudne leży w naszej gestii i musimy o tym pamiętać.
Pozdrawiam wszystkich tych, który podzielają moje spostrzeżenia. Wiem że z pewnością nie będą to komentarze w 100% pozytywne, lecz przyjmę każdą konstruktywną krytykę (jeśli będzie ona rzeczowa i konkretna).

Wodom cześć!

Autor: Marcin Osman
 
(wszystkie zdjęcia Autor)
 
Archiwum
 
 

 









 






 





 

     
Copyright © 2004 - 2005 ZO PZW Nowy Sącz